Oceleć od zapomnienia
plenderuuk

Licznik odsłon

021808
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W tym tygodniu
W tym miesiącu
W zeszłym miesiącu
Wszystkie dni
34
72
475
20781
2292
3339
21808
Twój adres IP: 3.227.252.191
2020-02-29 01:05

Organizacje i stowarzyszenia

Wszystko zaczęło się w średniowiecznym Królestwie Polskim. Przez wieki nad Stupnicą pracowali i żyli razem Polacy i Rusini. Na porządku dziennym były małżeństwa mieszane. Birczańscy mieszczanie obu narodowości mieli takie same prawa. Kresy były gdzieś daleko …za Dnieprem, a później za Zbruczem.  Dopiero w okresie Polski przedwojennej  ,,pojawili się” Ukraińcy w Birczy i okolicznych miejscowościach. Początkowo słowo Ukrainiec miało niemal pejoratywne i wrogie znaczenie. Starszym zaś trudno było się pozbyć odwiecznego miana Rusin. Natomiast młodzi czuli się już ,,jedynie" Ukraińcami. Słuchali ukraińskiej inteligencji, która mówiła im o dawnej Rusi sprzed 700 lat. Dążyli do ostatecznej konfrontacji z Polakami. Zwyciężyć lub zginąć! Panował wówczas głód ziemi. Nacjonaliści ukraińscy podsycali więc nastroje antypolskie wśród ukraińskich chłopów przez obiecanie im ziemi posiadanej przez Polaków. Spotkało się z to z pozytywnym przyjęciem przez Ukraińców. Obietnica usunięcia wszystkich „obcych” z ziem uważanych za ukraińskie. Cóż za pokusa.

Ukraińscy nacjonaliści czekali na wojnę, czekali na upadek Polski. Wtedy mogliby realizować swoje antypolskie plany. Okazali się więc piątą kolumną w czasie kampanii wrześniowej, czyli  pomogli wkraczającym do Polski Niemcom. Mieszkańcy wiosek nad Stupnicą słyszeli jeszcze echo walk polsko – niemieckich pod Birczą i Borownicą, kiedy piękne pola w okolicy Jawornika Ruskiego ogrzewało Słońce kończącego się lata 1939 roku. Tańczyły tam ukraińskie dziewczyny. Trzymały sierpy, które w delikatnych dłoniach cięły wrześniowe powietrze. W słowach ich pieśni spadały głowy Lachów. Przerażający rytuał. "Należy wykazać się takim okrucieństwem, aby jeszcze dziesiąte pokolenie bało się choćby popatrzeć w stronę Ukrainy" – tak stwierdził Mychajło Kołodziński rok przed wybuchem II wojny światowej. Polacy i Żydzi Ziemi Birczańskiej byli już niemal bezbronni. Państwo polskie upadło. Pułkownik Beniamin Kotarba poległ. Podhalańczycy leżeli pochowani u bram Birczy.

Druga wojna światowa to czas wielkich zmian dokonanych przez okrutne tryby najstraszniejszej z wojen. Ukraińscy nacjonaliści za współpracę z Niemcami otrzymali władzę w Birczy i okolicznych miejscowościach. Brali udział w zagładzie miejscowych Żydów. Obserwowali i czekali na dogodny moment.  Jesienią 1942 roku kierownictwo Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery wydało nakaz usunięcia Polaków ze spornych terenów. Krwawa fala przeszła przez Wołyń i Małopolskę Wschodnią w latach 1943-1944. Słuchajcie parafianie! Nadszedł czas rizaty Lachiw! – powiedział ukraiński duchowny z Birczy. To jest grzech! stwierdził stary Rusin. Grzech to, grzech, ale będziemy Matkę Bożą prosić i jakoś to będzie…– miał odrzec o. Iwan Łebedowicz. Rozprawa z Polakami nie miała ominąć Birczy.

 Ukraińscy nacjonaliści prowadzili bezwzględne działania wobec Polaków i Ukraińców, którzy nie poparli ich okrutnych założeń. W czerwcu 1945 roku duży oddział banderowców wkroczył do Jamnej Dolnej. Była niedziela, ludzie wychodzili z cerkwi, banderowcy zatrzymali ich i postawili przed nimi 20-letniego Michała Fiziara, mieszkańca Jamnej. Następnie odczytano mu wyrok, w którym oskarżono go o zdradę, po czym powieszono na oczach najbliższych i sąsiadów. Młody Ukrainiec był wcześniej członkiem OUN. Wydał go brat, który podejrzewał go o zdradę ,,sprawy”. Los taki spotykał również Ukraińców, którzy współpracowali po wojnie z milicją i wypełniali zobowiązania nakładane przez władze polskie. Pewnego dnia do Leopolda Beńko, jednego z milicjantów z posterunku w Birczy, zgłosił się Ukrainiec z Leszczawy Górnej. Powiedział milicjantowi, że zabił swojego syna… ponieważ chciał on zabić swoją matkę Polkę. Zabijcie każdego Polaka między szesnastym a sześćdziesiątym rokiem życia – słowa Stepana Bandery zbierały krwawe żniwo również wśród społeczności ukraińskiej.

Koniec wojny nie przyniósł spokoju w Birczy i okolicy. Miejscowi Ukraińcy wstępowali do ukraińskiego nacjonalistycznego podziemia i realizowali wytyczne swoich przywódców. Po malowniczych wzgórzach Rudawki roznosił się krzyk Polaka ciętego na pół piłą. Z tysięcy gospodarstw pozostały tylko kikuty kominów. Bircza się ostała bo stacjonowali tam polscy żołnierze, którzy do grudnia 1945 roku odparli dwa ataki Ukraińskiej Powstańczej Armii. Ofiar było dużo zarówno wśród mieszkańców jak i milicjantów oraz żołnierzy. W czasie pierwszej napaści UPA najmłodsza ofiara miała dwa lata. W styczniu  1946 roku Mychajło Halo ,,Konyk” dowódca kurenia przemyskiego nakazał ostatecznie zniszczyć Birczę. Banderowcy wdarli się w styczniową noc niemal do centrum Birczy. Chodźcie tu, chodźcie! Tu Laszki są! - usłyszała wówczas dziewczynka, a po latach wspomniała zmarła w 2017 roku Stanisława Pawluczuk. Jej los miał być przesądzony. Doszło do walki wręcz między ukraińskimi nacjonalistami i polskimi obrońcami. Walka na śmierć i życie. ,,Konyk” zginął. Nie pohulał z Polakami – jak opiewały ukraińskiej pieśni - w diabelskim tańcu. Obrońcy Birczy ponownie uratowali jej mieszkańców. Rok później, dzięki operacji „Wisła”, główne siły banderowców zostały rozbite.

Przed wiekami birczanie dwa razy stawili czoła okrutnym najazdom Tatarów. Jednak to XX wiek był dla Birczy decydujący. Bezwzględna bojówka partyjna OUN –B  oraz UPA wypowiedziały totalną wojnę Polakom i polskości Ziemi Birczańskiej. Tylko dzięki żołnierzom Bircza nie została zniszczona, a jej mieszkańcy zachowali życie. Ukraińscy nacjonaliści zaplanowali „oczyszczenie” spornych terenów z Polaków. Przeprowadzili ludobójstwo, ale i rozpętali krwawą nieraz wendetę Polaków.

 Schowaj miecz swój (…), bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną – tak głosi Ewangelia.  Ginę za Ukrainę! – krzyczał nauczyciel Stepan Krent z Leszczawy Górnej wrzucany przez Polaków do płonącego budynku. Tak też zginął Polak Wiktor Baryła w czasie pierwszego napadu UPA na Birczę, tylko że on został zabity za polskość. Nienawiść i strach. Masz draniu, to za moją rodzinę (…) za mojego brata, siostrę - takie słowa słyszeli często niewinni Ukraińcy, którzy ginęli z rąk Polaków, których bliskich w okrutny sposób zabili inni Ukraińcy. Czy łatwo można wybaczyć? Takie zbrodnie się zdarzały, choć skala polskiego odwetu była nieporównywalnie mniejsza od ludobójstwa ukraińskiego.

                                                                                                                        ***

Trzydzieści lat po atakach UPA na Birczę zgarbiona kobieta o smutnej, starej twarzy szła z trudem przez las. Był dzień urodzin jej syna. Stała pod drzewem z rozpiętym krzyżem. Cierpiała.  Przyjdzie tu jeszcze w rocznicę śmierci ukochanego dziecka. Mój syn poszedł na pomoc milicji. Wracał do domu. W Piątkowej na mostku, tam go zastrzelili…– wspominała po latach Marianna Flader.

                                                                                                                      ***

Czterdzieści lat po wysiedleniu - Ukraińców z Birczy i okolicznych miejscowości oraz Polaków z ziemi lwowskiej - w sowieckiej Ukrainie spotkały się przyjaciółki z młodych lat. Pamiętasz, jak to kiedyś Polacy i Rusini żyli w pokoju w naszej wiosce – wspominała Polka. Haniu, my nie jesteśmy Rusinami, tylko Ukraińcami – odparła Łesia.

 

 

 

                                                                                                                                                                                                           Grzegorz Piwowarczyk